Zapraszamy do przeczytania recenzji o „Tratwie Manekina”

Jadwiga Nowak

TEATR W TEATRZE

(o „Tratwie manekina” Piotra Wojciechowskiego)

 

Szkoda… Szkoda, że w życiu nie jest tak, że naturalną koleją rzeczy za szczerość zawsze dostanie się szczerość, za dobro dobro, a za przyjaźń przyjaźń. Tak nie jest. W każdym razie, jeśli już tak się w życiu zdarza, to jest to rzadkość na miarę unikatowości cudu. Wszyscy jesteśmy przecież tylko ludźmi. Zawsze ktoś coś musi zawalić, czemuś uchybić. I nie wiadomo już, czy gorzej kiedy dostanie się tu prawdzie, czy życzliwości, czy przyjaźni. W życiu, u „Divych Zvierov” jest po prostu jak u divych zvierov. I baranek, który przybłąka się tam, zostanie ani chybi z apetytem pożarty. Ale w czeskim pensjonacie w Hejnicach „U Divych Zvierov”, gdzie toczą się opowieści bohaterów „Tratwy manekina” Piotra Wojciechowskiego, będzie inaczej. Stanie się cud.

Przyjaciele i znajomi, wierni czytelnicy Piotra Wojciechowskiego długo czekali na tę książkę. Tak wielu wydawców nagle zaczęło się wahać – wydawać, nie wydawać… A przecież autor „Czaszki w czaszce”, „Próby listopada” czy „Doczekaj nowiu” z każdą swoją książką ma nam coś bardzo ważnego do powiedzenia, daje nam uczciwie coś ważnego z siebie – swoje czyste pragnienie, żeby świat, którym żyjemy, tak właśnie, nie świat, w którym żyjemy, ale świat którym żyjemy, był dobry. Świat, którym żyjemy, a więc świat naszych spotkań. Bo świat, w którym żyjemy potrafi być okrutny i nieludzki – jak opisana w powieści powódź, która niszczy z jakąś bezmyślną właśnie siłą okrucieństwa wszystko, co do tej pory bezpiecznie trwało na brzegu i nie mamy na to żadnego wpływu – ale świat, którym żyjemy, świat, w którym spotyka się człowiek z człowiekiem nie powinien być przecież okrutniejszy od tego świata poza nami, poza miejscem spotkania człowieka z człowiekiem. Powinien być lepszy.

„U Divych Zvierov” w „Tratwie manekina” stanie się cud. I choć mało kto dziś wierzy jeszcze w cuda, nie zawiedzie się podczas lektury. Nie dostrzega się tu bowiem właściwie nienaturalności żadnego z głównych powieściowych drapieżników. Są pełnowymiarowymi drapieżcami, od których czasem, i owszem, wieje grozą, ale zawsze w ostatniej chwili przecież chowają pazury, kły szczerzą w końcu w uśmiechu prawie. Ładny świat. Czysty i zrozumiały dla każdego Idioty. Baranka Myszkina, księcia. Tu, z czytelniczej piersi musi wyrwać się głębokie westchnienie. Bo przecież w życiu im runo baranka bielsze, tym większa „radość” każdego psychopaty. Im bardziej przejrzyste relacje, tym łatwiejszy łup. Siła dobra, prawdy i przyjaźni ciągle tu tragiczna. I pytanie – czy aby na pewno zbawia… Czy naprawdę nie mamy prawa w obronie koniecznej zastosować chwytu niedozwolonego… Bo przecież ten niedozwolony chwyt nawet w obronie koniecznej niszczy psychikę, sprowadza w ciemności… Więc… Głębokie westchnienie – ono jednak oczyszcza, kieruje myśli ku nadziei na ludzki świat w świecie.

Olaf Ziemski, główny opowiadacz z „Tratwy manekina”, porte-parole autora to człowiek teatru. Jego prawdziwe życie to teatralna sala, festiwale teatralne i recenzje ze spektakli. Jakże przenikliwe jest jego odczytanie szekspirowskiej „Burzy”, w którym „czarodziej Prosper to racjonalizm i republikanizm elit globalizacji, (…) jego anielsko-eteryczny sługa Ariel to miliard młodych uwikłanych w służbę internetowi, w tworzenie wirtualnego świata, młodych uległych wobec pokus świata urojonego. A syn diabła i czarownicy Kaliban to świat odrzuconych, imigranci, fawele, bieda, terroryzm, fanatyzmy zawiści i zemsty.” Czy trzeba lepszej diagnozy współczesnego społeczeństwa? Żeby spróbować, choćby na własną rękę popłynąć pod prąd? Pod prąd „pogrzebu nadziei”? To Olaf Ziemski podejmie się próby rozwikłania problemów życiowych „divych zverov”, zebranych w czeskim pensjonacie, uwięzionych tam właściwie przez „burzę”- wzbierająca rzekę. I pomoże mu w tym, co za paradoks, właśnie ta naturalna katastrofa. To wobec prawdziwego, okrutnego żywiołu wszystkich bohaterów połączą nierozerwalne już więzi lojalności, bezinteresowności i przyjaźni. Wszystko skończy się dobrze. Wody rzeki w końcu opadną. Pensjonariusze rozjadą się do domów. Zalążki dobrego już w nich działają. Kreują przyszłość. Świat z nimi będzie już lepszy. Oni dadzą oparcie innym zagubionym obok siebie. Również czytelnikom „Tratwy manekina”.

Wszystko skończyło się dobrze. Olaf Ziemski może wrócić wreszcie do swojego prawdziwego życia „wypocząć, odetchnąć zapachem teatralnych dekoracji”. Wszystko skończyło się dobrze, ale Olaf Ziemski czuje się zmęczony i… jednak samotny.

„Ktoś żyje – mówi jedna z bohaterek, Teresa – i całe życie nienawidzi. Inny żyje znienawidzony. Ktoś wybiera zło i potępienie. Przecież to bywa. Inny świętość. I nie można powiedzieć – to się należy. To się po prostu zdarza.

– A co się należy?” – pyta wtedy Olaf.

W odpowiedzi padają słowa: nieśmiertelność, miłość.

„Nic mi nie pasowało do mojego życia” – pomyśli Olaf.

Dlaczego?

Czy życie według Piotra Wojciechowskiego to tylko rodzaj teatru faktu?

 

Kraków, 27 lutego 2014

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Polecane produkty