chleb z deszczem

Piotr Wojciechowski „Chleb z deszczem”

39.00 zł

Rok wydania: 2018
Stron: 234
Format: 20 x 12,6 cm
Oprawa
: oprawa miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-64708-59-6

Kategoria: .

Opis produktu

Oto wiersze. Pisałem je prawie całe życie.

Niektóre opatrzone są pewną, albo przypuszczalną, datą powstania. Inne wypadły z czasu, nie wiem, kiedy przyszły, albo nie wydaje mi się to ważne.

Ważna jest ta chwila, chwila, w której wiersz jest czytany. Wtedy wiersz żyje naprawdę.

                                                                                                                                  Piotr Wojciechowski

 

Są rzeczy, którym próchno nigdy nie da rady,

rdza nie gryzie i czerwie – nawet gdy czas mija.

Warto ich szukać z wiecznie pustymi rękami

I sztuczkami zdobywać Starych Mistrzów przyjaźń

A Anioły i Moce będą wtedy z nami.

                                                                                                Z wiersza Mistrzowie

 

„Góry, nawet nie Tatry, ale tylko Gorce, są dobrym miejscem do czytania Pana wierszy – bo siedzę tu bez polityki i bez zegarka. Telefon zepsuty.

Szczególnie Przełęcz Studzionki, dokąd wspinam się ścieżką z Ochotnicy Górnej. Tutaj właśnie, na Studzionkach czytam dwa Pana wiersze ze współrozłożonych stron w połowie tomu – to jest Miejsce stałego zamieszkania i Do pierwszej krwi. Poruszona zarówno pytaniem zawartym w pierwszym, jak i odpowiedzią w drugim, odnajduję między nimi swoją teraźniejszość – jakby na rozstaju dróg:

«Pięknie potrafimy pisać

o wszystkim co utraciliśmy

Już nie pojmujemy

że utraciliśmy

dużo więcej»

[…]

Mimo, że Tatry stały się bezpowrotne i już nie dla mnie, budzi się we mnie ufność  – na przekór mijającemu czasowi.

Coś podobnego czuję, stając twarzą w twarz z każdym poetyckim tekstem – z tajemnicą, jak dalekie Góry. Bez względu na to z jaką jest związany kulturą – czy europejską, czy klasyczną chińską, czy japońską – czeka mnie radosne doświadczenie wspinaczki, schodzenia w doliny, na dno jaskiń, do korzeni słów, by znowu iść w górę i w pełnym świetle dojrzeć nieznany mi wcześniej horyzont. Więc wchodzę w głąb gór z ufnością, mimo lęku, żeby słuchać, rozumieć i uczyć się z Pana poezją rozmawiać”.

                                                Agnieszka Żuławska-Umeda, z posłowia Słuchając uważnie

 

Patroni medialni książki:

  • TOPOS
  • WYSPA
  • PoeciPolscy.pl
  • Fundacja Duży Format
  • Literacki wolny eter

 

Piotr Wojciechowski – najchętniej przedstawia się jako taternik, narciarz, grotołaz, a dopiero na drugim miejscu wymienia swoje profesje artystyczne, przyznaje, że bywa poetą, prozaikiem, reżyserem filmowym scenarzystą, krytykiem filmowym, publicystą. Jako rysownik brał udział w wystawach w Zakopanym i Warszawie.

Urodził się w 1938 roku w Poznaniu w rodzinie lekarzy. Wojnę i lata szkolne spędził w Lublinie, ukończył uniwersyteckie studia geologiczne we Wrocławiu, tam związał się ze środowiskiem ludzi gór. Studiował dalej – uzyskał absolutorium z dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, potem dyplom na reżyserii w PWSTiF w Łodzi. Kiedy nakręcił film średniometrażowy Stacja Bezsenność (1974), uznano, że nie powinien już robić filmów. Był już wtedy po debiucie literackim, mógł więc kontynuować rozmowę z czytelnikami ponad głową cenzora. Jego debiut Kamienne pszczoły, a także druga książka – Czaszka w czaszce, stały się powieściami kultowymi, potem opublikował jeszcze kolejne powieści i zbiory opowiadań, między innymi Obraz napowietrzny, Harpunnika otchłani, ostatnio zaś Próbę listopada (2000), Doczekaj nowiu (2007) i Serca do gry (2010). Wydał też znaczące zbiory esejów Czy się opłaca mieć duszę i Cafe Navarra.

Sporo pisywał dla dzieci, ostatnio zbiory opowiadań Kufer Pana Pompuła i Bajki żółtego psa.

Jego utwory były tłumaczone na niemiecki, angielski, czeski, węgierski i słoweński. Jest laureatem kilku nagród literackich – także Nagrody Kościelskich (1978) oraz Nagrody imienia Kornela Makuszyńskiego (1994). Autor wielu powieści i zbiorów opowiadań za swój istotny wkład w literaturę uważa udział w wydaniu zbioru poezji góralskiej poetki Hanki Nowobielskiej Mój świątek.

Przez parę kadencji był też członkiem Rady Etyki Mediów, zasiadał w Radzie Języka Polskiego. W latach 2003–2005 sprawował funkcje prezesa Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Po roku 1989 mógł wrócić do filmu. Pisze scenariusze i krytyki filmowe. Uczy wiedzy o scenariuszu i pisania scenariuszy w Szkole Filmowej w Łodzi, jest także wykładowcą Pracowni Prozy w Laboratorium Reportażu UW.

Jako miłośnik Kresów Ocalonych i turystyki rowerowej jest projektodawcą i rzecznikiem społecznym Szlaku Rowerowo-Agroturystycznego wzdłuż wschodniej granicy.

Źródło: Pisarze.pl


Relacje ze spotkania autorskiego (12.12.2018, Klub Księgarza w Warszawie):

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/426870-chleb-z-deszczem-wieczor-autorski-p-wojciechowskiego

 

 

TEKST UKAZAŁ SIĘ W PIŚMIE „TOPOS” 2/2019

Jadwiga Nowak

Powiększanie wyobraźni metodą Jeremiasza Apollona Hytza

Leonard Jeleń, Quincey Yannick de Soto i Orest Łaza. Pseudonimy czy pod pseudonimami niezależni od siebie autorzy, pogubieni między wierszami w zbiorze Piotra Wojciechowskiego? Chleb z deszczem – wybór z szuflady, która chowała je przed niepowołanymi czytelnikami przez wiele lat. Czasami niektóre z nich trafiały do poczty internetowej najbliższych przyjaciół. Dzisiaj muszą pogodzić się obok siebie uwięzione między okładką jednego zbioru. Przychodzi na myśl rodzaj przezioru ze Wstępu do imagineskopii autorstwa Śledzia Otrembusa Podgrobelnego, popularyzatora teorii i praktyki powiększania wyobraźni niejakiego Jeremiasza Apollona Hytza. Tych kilkadziesiąt wierszy rozrzuconych w czasie, tych kilka nazwisk błąkających się często również w prozie Piotra Wojciechowskiego, to bez wątpienia w zamierzeniu autora jeden z możliwych otworów – trudno mi tak od razu powiedzieć, naturalny czy z rodzaju tych nienaturalnych – powiększających wyobraźnię. Piotr Wojciechowski, mając na uwadze opisany również w przywołanej pracy Otrembusa Podgrobelnego próg nietolerancji społecznej w przypadku zbyt wybujałej wyobraźni, na stronach z wierszami podejrzanego autorstwa umieszcza klarowne przypisy, mające działać uspokajająco na zbytnio rozhuśtaną imaginację.

Jako wierna czytelniczka prozy Piotra Wojciechowskiego pokusiłam się nawet o próbę wytropienia śladów Oresta Łazy w jego licznych powieściach. W Próbie listopada pojawił mi się Łaza, ale nie Orest, lecz Olaf. W Wysokich pokojach znów Orest, ale jako syn Łazura. Postanowiłam więc z polonistycznego obowiązku zadać dość desperackie pytanie o Oresta Łazę samemu autorowi. Dostałam satysfakcjonującą i zarazem wyczerpującą temat odpowiedź:

Gwarantuję, że mógł być. To porządny człowiek. Jak go poproszę, czy napiszę, zawsze jest.

Myślę, że po tym niezbędnym wstępie, wyjaśniającym wiele aspektów tej poezji, można teraz bezpiecznie i z pożytkiem dla wyobraźni popatrzeć przez przeziór Hytzowy w głąb czasu, między światy Piotra Wojciechowskiego i wywołanych przez niego, zawsze życzliwie gotowych zaistnieć postaci. Niech poprowadzi nas wiersz Oresta Łazy, zatytułowany wymownie Sezam:

włamałem się do wnętrza

słowa

i zamiast pakować skarby

szukałem następnych drzwi

sekretnego przejścia

dalej

ok. 1965

I zaraz dziesięć stron dalej manifest twórczy Piotra Wojciechowskiego, zaczynający się słowami:

muszę was zmartwić smutni poeci

nie ma śmierci.

I dalej:

całe wieki było tak miło

małpie miny robić nad mogiłą

a kiedy widzisz – przemijania nie ma

świetny kończy się temat.

zgnilizna, próchno, świat na nicość chory

wszystko pozory

ten teatr czaszek całuny piszczele

unieważniony z piątku na niedzielę

Ten charakterystyczny rys, to łaskawe spojrzenie na świat, deklarujące się dobitnie po stronie życia, odróżnia poezję Piotra Wojciechowskiego od wierszy patronujących jej poetów: Tadeusza Różewicza, Leopolda Staffa, Jana Kasprowicza, Leśmiana.

Tytułowy chleb z deszczem, jako symbol nędznego tułaczego życia pojawia się w dwóch utworach. Pierwszy, datowany na rok 1955, jeden z wierszy otwierających tom, napisany przez siedemnastoletniego wówczas poetę, niesie w sobie rozpacz już zmarnowanego życia. Na wyrost? Przedwcześnie? Lata wojny i powojenne dziesięciolecie, dzieciństwo i wczesna młodość pełne traumy – w pełni uzasadniona i autentyczna ta dziecięca boleść istnienia. Mijają lata, nadchodzi rok 2015. Początek wiersza Trochę pada:

A pamiętasz chleb z deszczem

Pamiętasz, że nie chciałeś pamiętać

Ani wspominać –

Po latach wracają wspomnienia. Przychodzi refleksja, że życie, jego zbawienna moc zaleczyła rany i nie chce się już żyć tamtym cierpieniem. Tymczasem wystarczył niewielki deszcz, by przed oczyma duszy znów powstały „drogi błotniste/ wiodące do miejsc wielu gdzie nas nie ma”, by uaktualnić młodzieńcze westchnienie:

Tak z odrobiną ironii można to nazwać życiem

i odejść w deszcz szumiący gryząc kromkę chleba.

Umiłowanie życia. Bolesne wspomnienia, przyczajone, gotowe wystąpić z całym bagażem przytłaczającej rozpaczy i poczucia bezsensu. I zwycięskie, wciąż odnawiane – Tak dla jasnej strony. Za wszelką cenę, czasem nadludzkim wysiłkiem rozpraszanie mroku.

Jeśli zaś przyjrzeć się formie tych wierszy, ich kompozycyjnym regułom, śmiało można by zacytować choćby dwie ostatnie strofy Sztuki poetyckiej Verlaine’a:

Gędźby jedynie, zawsze, wszędzie dbaj!
Niech wiersz twój będzie czymś nagłym w przelocie,
Co – czujesz – pierzcha z duszy już w nawrocie
W innych miłości, innych niebios kraj.

Niech wiersz twój będzie szczęśliwą przygodą,
Którą ci wiatru porannego pęd
Przywiał z woniami tymianków i mięt…
Reszta jest tylko literacką modą.

/tłumaczenie: Zenon Przesmycki (Miriam)/

Chleb z deszczem to bogaty zbiór wierszy całego dotychczasowego życia. Autor często, robiąc ukłon w stronę krytyki genetycznej, zamieszcza obok siebie dwie wersje tego samego zamysłu poetyckiego. Badacze literatury będą mu za to wdzięczni. Dziś, kiedy poprawki autorskie bezpowrotnie znikają w otchłaniach twardych dysków, publikowanie wierszy, które ukazują pracę poety nad słowem, pomysłem i strofą, to gest bezcenny. Choć tajemnicą dla mnie jest umieszczenie dwóch niemal identycznych utworów w odstępie kilkudziesięciu stron, pod różnymi tytułami. Czyżby poeta chciał za wszelką cenę uratować również wersję o tak znikomych różnicach; zachować oba teksty, niedatowane, tak że trudno powiedzieć, który z nich to avant-texte, a który finalny? Osobiście, wolę Gniazdowanie, drugi w kolejności. Gdybym miała wybierać zostawiłabym właśnie ten, poświęcając Pod drzewem ciszy. Czy słusznie? Doprawdy, nie umiem odpowiedzieć.

Piotr Wojciechowski, Chleb z deszczem, Oficyna Wydawnicza Wolumen, 2018

Recenzje

Na razie brak recenzji produktów.

Bądź pierwszym recenzentem “Piotr Wojciechowski „Chleb z deszczem””

Góra