tratwa

Piotr Wojciechowski „Tratwa manekina”

36.00 zł

Rok wydania: 2013
Stron: 350
Format: 125×205 mm
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-7233-1915

1 w magazynie

Kategoria: .

Opis produktu

Nowa powieść Piotra Wojciechowskiego chyba najczęściej odsłania etyczne przesłanie całej jego twórczości. Wciąga nas wir losów, chwilami fantasmagoryjny, chwilami tragikomiczny – ale zawsze prawdziwie kaleczący. Ból z powodu tego okaleczenia najpierw wydaje się beznadziejny, przenika życie od dzieciństwa po starość. Zrozumienie losu i ulgę przynosi tylko jedno: odkrycie,że ktoś cierpi bardziej i czeka na opiekę, na wierne towarzyszenie. I jakoś tak się dzieje, że wszyscy, nawet najwięksi pozerzy i egotycy, świadomie albo nieświadomie skupiają się na pomocy osieroconemu dziecku. To dziecko jest realną istotą i jest symbolem: zwariowany świat dochodzi do ładu ze sobą tylko od tego miejsca, gdzie jest najbardziej bezbronny…

Piotr Matywiecki

…rzecz przynosi także asymetryczne przesłanie, że aby móc czerpać korzyści wynikające ze wspólnych działań, z układu ludzi powiązanych ze sobą więzami przyjaźni, trzeba działać zarazem dla drugich ludzi, nawet zupełnie nieznanych. No cóż, kaskada jest zaprzeczeniem symetrii, tak samo prawa symetrii nie stosują się do ewangelicznych przypowieści.
Historia jest tak kolorowa i realna jak tęcza na niebie. Widać ją, ale jej nie dotkniesz, nie uchwycisz. Spomiędzy barwnych anegdot o przygodach żeglarskich, jak gangsterskich przeziera w retrospekcjach „Tratwy manekina” wspomnienie PRL – wygląda na to, że tęcza Piotra Wojciechowskiego zawiera zatem może i pasmo szarości. Ale na pewno nie jest to opowieść czarno-biała z czarnymi i białymi charakterami.

Paweł Dunin-Wąsowicz

Piotr Wojciechowski – najchętniej przedstawia się jako taternik, narciarz, grotołaz, a dopiero na drugim miejscu wymienia swoje profesje artystyczne, przyznaje, że bywa poetą, prozaikiem, reżyserem filmowym scenarzystą, krytykiem filmowym, publicystą. Jako rysownik brał udział w wystawach w Zakopanym i Warszawie.

Urodził się w 1938 roku w Poznaniu w rodzinie lekarzy. Wojnę i lata szkolne spędził w Lublinie, ukończył uniwersyteckie studia geologiczne we Wrocławiu, tam związał się ze środowiskiem ludzi gór. Studiował dalej – uzyskał absolutorium z dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, potem dyplom na reżyserii w PWSTiF w Łodzi. Kiedy nakręcił film średniometrażowy Stacja Bezsenność (1974), uznano, że nie powinien już robić filmów. Był już wtedy po debiucie literackim, mógł więc kontynuować rozmowę z czytelnikami ponad głową cenzora. Jego debiut Kamienne pszczoły, a także druga książka – Czaszka w czaszce, stały się powieściami kultowymi, potem opublikował jeszcze kolejne powieści i zbiory opowiadań, między innymi Obraz napowietrzny, Harpunnika otchłani, ostatnio zaś Próbę listopada (2000), Doczekaj nowiu (2007) i Serca do gry (2010). Wydał też znaczące zbiory esejów Czy się opłaca mieć duszę i Cafe Navarra.

Sporo pisywał dla dzieci, ostatnio zbiory opowiadań Kufer Pana Pompuła i Bajki żółtego psa.

Jego utwory były tłumaczone na niemiecki, angielski, czeski, węgierski i słoweński. Jest laureatem kilku nagród literackich – także Nagrody Kościelskich (1978) oraz Nagrody imienia Kornela Makuszyńskiego (1994). Autor wielu powieści i zbiorów opowiadań za swój istotny wkład w literaturę uważa udział w wydaniu zbioru poezji góralskiej poetki Hanki Nowobielskiej Mój świątek.

Przez parę kadencji był też członkiem Rady Etyki Mediów, zasiadał w Radzie Języka Polskiego. W latach 2003–2005 sprawował funkcje prezesa Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Po roku 1989 mógł wrócić do filmu. Pisze scenariusze i krytyki filmowe. Uczy wiedzy o scenariuszu i pisania scenariuszy w Szkole Filmowej w Łodzi, jest także wykładowcą Pracowni Prozy w Laboratorium Reportażu UW.

Jako miłośnik Kresów Ocalonych i turystyki rowerowej jest projektodawcą i rzecznikiem społecznym Szlaku Rowerowo-Agroturystycznego wzdłuż wschodniej granicy.

Źródło: Pisarze.pl

Szkoda… Szkoda, że w życiu nie jest tak, że naturalną koleją rzeczy za szczerość zawsze dostanie się szczerość, za dobro dobro, a za przyjaźń przyjaźń. Tak nie jest. W każdym razie, jeśli już tak się w życiu zdarza, to jest to rzadkość na miarę unikatowości cudu. Wszyscy jesteśmy przecież tylko ludźmi. Zawsze ktoś coś musi zawalić, czemuś uchybić. I nie wiadomo już, czy gorzej kiedy dostanie się tu prawdzie, czy życzliwości, czy przyjaźni. W życiu, u „Divych Zvierov” jest po prostu jak u divych zvierov. I baranek, który przybłąka się tam, zostanie ani chybi z apetytem pożarty. Ale w czeskim pensjonacie w Hejnicach „U Divych Zvierov”, gdzie toczą się opowieści bohaterów „Tratwy manekina” Piotra Wojciechowskiego, będzie inaczej. Stanie się cud.

Przyjaciele i znajomi, wierni czytelnicy Piotra Wojciechowskiego długo czekali na tę książkę. Tak wielu wydawców nagle zaczęło się wahać – wydawać, nie wydawać… A przecież autor „Czaszki w czaszce”, „Próby listopada” czy „Doczekaj nowiu” z każdą swoją książką ma nam coś bardzo ważnego do powiedzenia, daje nam uczciwie coś ważnego z siebie – swoje czyste pragnienie, żeby świat, którym żyjemy, tak właśnie, nie świat, w którym żyjemy, ale świat którym żyjemy, był dobry. Świat, którym żyjemy, a więc świat naszych spotkań. Bo świat, w którym żyjemy potrafi być okrutny i nieludzki – jak opisana w powieści powódź, która niszczy z jakąś bezmyślną właśnie siłą okrucieństwa wszystko, co do tej pory bezpiecznie trwało na brzegu i nie mamy na to żadnego wpływu – ale świat, którym żyjemy, świat, w którym spotyka się człowiek z człowiekiem nie powinien być przecież okrutniejszy od tego świata poza nami, poza miejscem spotkania człowieka z człowiekiem. Powinien być lepszy.

„U Divych Zvierov” w „Tratwie manekina” stanie się cud. I choć mało kto dziś wierzy jeszcze w cuda, nie zawiedzie się podczas lektury. Nie dostrzega się tu bowiem właściwie nienaturalności żadnego z głównych powieściowych drapieżników. Są pełnowymiarowymi drapieżcami, od których czasem, i owszem, wieje grozą, ale zawsze w ostatniej chwili przecież chowają pazury, kły szczerzą w końcu w uśmiechu prawie. Ładny świat. Czysty i zrozumiały dla każdego Idioty. Baranka Myszkina, księcia. Tu, z czytelniczej piersi musi wyrwać się głębokie westchnienie. Bo przecież w życiu im runo baranka bielsze, tym większa „radość” każdego psychopaty. Im bardziej przejrzyste relacje, tym łatwiejszy łup. Siła dobra, prawdy i przyjaźni ciągle tu tragiczna. I pytanie – czy aby na pewno zbawia… Czy naprawdę nie mamy prawa w obronie koniecznej zastosować chwytu niedozwolonego… Bo przecież ten niedozwolony chwyt nawet w obronie koniecznej niszczy psychikę, sprowadza w ciemności… Więc… Głębokie westchnienie – ono jednak oczyszcza, kieruje myśli ku nadziei na ludzki świat w świecie.

Olaf Ziemski, główny opowiadacz z „Tratwy manekina”, porte-parole autora to człowiek teatru. Jego prawdziwe życie to teatralna sala, festiwale teatralne i recenzje ze spektakli. Jakże przenikliwe jest jego odczytanie szekspirowskiej „Burzy”, w którym „czarodziej Prosper to racjonalizm i republikanizm elit globalizacji, (…) jego anielsko-eteryczny sługa Ariel to miliard młodych uwikłanych w służbę internetowi, w tworzenie wirtualnego świata, młodych uległych wobec pokus świata urojonego. A syn diabła i czarownicy Kaliban to świat odrzuconych, imigranci, fawele, bieda, terroryzm, fanatyzmy zawiści i zemsty.” Czy trzeba lepszej diagnozy współczesnego społeczeństwa? Żeby spróbować, choćby na własną rękę popłynąć pod prąd? Pod prąd „pogrzebu nadziei”? To Olaf Ziemski podejmie się próby rozwikłania problemów życiowych „divych zverov”, zebranych w czeskim pensjonacie, uwięzionych tam właściwie przez „burzę”- wzbierająca rzekę. I pomoże mu w tym, co za paradoks, właśnie ta naturalna katastrofa. To wobec prawdziwego, okrutnego żywiołu wszystkich bohaterów połączą nierozerwalne już więzi lojalności, bezinteresowności i przyjaźni. Wszystko skończy się dobrze. Wody rzeki w końcu opadną. Pensjonariusze rozjadą się do domów. Zalążki dobrego już w nich działają. Kreują przyszłość. Świat z nimi będzie już lepszy. Oni dadzą oparcie innym zagubionym obok siebie. Również czytelnikom „Tratwy manekina”.

Wszystko skończyło się dobrze. Olaf Ziemski może wrócić wreszcie do swojego prawdziwego życia „wypocząć, odetchnąć zapachem teatralnych dekoracji”. Wszystko skończyło się dobrze, ale Olaf Ziemski czuje się zmęczony i… jednak samotny.

„Ktoś żyje – mówi jedna z bohaterek, Teresa – i całe życie nienawidzi. Inny żyje znienawidzony. Ktoś wybiera zło i potępienie. Przecież to bywa. Inny świętość. I nie można powiedzieć – to się należy. To się po prostu zdarza.

– A co się należy?” – pyta wtedy Olaf.

W odpowiedzi padają słowa: nieśmiertelność, miłość.

„Nic mi nie pasowało do mojego życia” – pomyśli Olaf.

Dlaczego?

Czy życie według Piotra Wojciechowskiego to tylko rodzaj teatru faktu?

 Jadwiga Nowak

Recenzje

Na razie brak recenzji produktów.

Bądź pierwszym recenzentem “Piotr Wojciechowski „Tratwa manekina””

Góra