pójdę pluć na wasze trumny

Jerzy Surdykowski „Pójdę pluć na wasze trumny”

30.00 zł

Rok wydania: 2015
Stron: 296
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-64708-05-3

4 w magazynie

Kategoria: .

Opis produktu

Dlaczego do tej książki trzeba podchodzić z respektem? Bo jednym może się wydawać anty-żydowska, choć oczywiście jest wręcz przeciwnie; innym – zbyt patriotycznie-narodowa, choć jej przekaz jest całkowicie inny. A czyta się ją jak amerykański thriller. Życzę wszystkim amerykańskim thrillerom, żeby potrafiły w ten sposób łączyć sensację z mądrością.

Michał Heller

Najbardziej interesuje mnie nauka i fundamentalne pytania o ludzki los, z jakimi usiłuje się ona borykać […] te straszne dni – kiedy uciekali Niemcy, nie weszli jeszcze Sowieci, nie obowiązywało żadne prawo – są jak czarna dziura w kosmosie, gdzie nie znajdują zastosowania znane nam prawa fizyki. W tej czarne dziurze Historii skłębia się w śmiertelnym uścisku świadomość polska, niemiecka, rosyjska, żydowska, nawet amerykańska. Co z tego wynika? Tylko te same najbardziej otchłanne pytania, na które nauka nie znajduje odpowiedzi i zapewne nie znajdzie nigdy. Te wielkie i fascynujące kwestie, przed poruszaniem których wzbrania się nawet sam wielki Immanuel Kant i jego filozoficzni następcy.

Jerzy Surdykowski

Recenzje:

 

Patrioci, zdrajcy i banici

Książka Jerzego Surdykowskiego to wojenna powieść o służbie w obliczu zmierzchu dawnego świata.

Powieść „Pójdę pluć na wasze trumny” w sfabularyzowany sposób opowiada o słynnym cichociemnym Adolfie Pilchu, poruczniku AK o pseudonimach Góra i Dolina. Surdykowski nie musiał zbyt wiele zmieniać w historii życia Pilcha, by uczynić ją widowiskową. Zmarły w 2000 roku Pilch urodził się w Wiśle, a zasłynął przeprowadzeniem swojego oddziału przez linię frontu rosyjsko-niemieckiego w 1944 r. z Nowogrodczyzny aż do Kampinosu. Szedł wesprzeć powstańczą Warszawę. Zrobił to, zawierając porozumienie z Niemcami, których obawiał się mniej niż napierających bolszewików i NKWD prowadzącego aresztowania wśród polskich oddziałów partyzanckich. Kto chciałby sprawdzić, na ile wiernie autor trzyma się faktów, ten może sięgnąć do wspomnień Pilcha „Partyzanci trzech puszcz” wydanych po raz pierwszy w latach 90.

Książce Surdykowskiego przyświecają zawarte w motcie słowa Josepha Conrada o „wierności jakiejś sprawie zupełnie straconej, jakiejś idei bez przyszłości”. Tą straconą sprawą na przełomie lat 1944 i 1945 zdaje się być niepodległa i niekomunistyczna Polska.

Autor „Pójdę pluć na wasze trumny” bardzo dobrze oddaje, jak zaciskała się pętla na szyjach tych Polaków, którzy po Jałcie mogli wybierać tylko między śmiercią, sowieckim łagrem a emigracją na Zachód.

Jest to także powieść o różnych wymiarach zdrady i lojalności. Każdy jest tu na swój sposób banitą wyklętym przez swoją wspólnotę. Pilch paktujący z Niemcami ledwie unika „czapy” z rąk AK. Tewje Bielski ucieka z Polski, choć przecież współpracował z sowiecką partyzantką i uratował kilkuset Żydów w lasach białoruskich. Rosjanin Konstanty Kaługin zmieniał front tyle razy, że już sam nie wie, z kim trzyma.

Historię i fakty Surdykowski traktuje z szacunkiem, ale nie boi się ich modelować zgodnie z prawem literata.

Autor „Pójdę pluć na wasze trumny” nie skupia się wyłącznie na głównym bohaterze. Swoją powieść kreśli z niebywałym rozmachem. W pobocznych wątkach i epizodach pojawiają się inne postacie dobrze znane z historii: Jan „Ponury” Piwnik, Jan Karski, wspomniany Tewje Bielski, a także Artur Rubinstein. Nawet trochę szkoda, że są one ledwie naszkicowane. Zwłaszcza że Surdykowskiego chce się czytać i czytać. Nawet gdyby powieść miała nie trzysta, ale dwa razy tyle stron. Niepotrzebnie każe tłumaczyć się Pilchowi w końcówce powieści z intencji w przydługich teatralnych dialogach. I bez tego pisarz ma niebywały dar opowiadania, a tworzone przez niego sceny uderzają w wyobraźnię swą wyrazistością. Surdykowski jak mało kto potrafi opisywać partyzancki znój i wojenną przemoc, tak że wyziera z niej surowa prawda, bez fałszu i literackiego pozłotka.

                                  Marcin Kube, „Rzeczpospolita”, 14 lipca 2015 roku (http://www.rp.pl/artykul/1215540.html)

Nożyk partyzanta

Zagadkę dziejową Polski można otworzyć tylko kluczem chrześcijaństwa. A Jerzy Surdykowski opisuje to, co stało się w Polsce, z Polską w latach 1944, 1945 i następnych, bez chrześcijaństwa.

Drogi Jerzy: Dziękuję Ci za Twoją nową książkę, „Pójdę pluć na wasze trumny”. Choć od razu powiem, że to straszny tytuł, a ilustracja na okładce, choć to dzieło tak wybitnego artysty jakim jest Rafał Olbiński, wręcz odstrasza od otworzenia książki. Jednak otworzyłem. Nie żałuję. Sądzę, że to książka ważna i odważna, świetnie napisana i misternie skonstruowana. Czyta się ją z ogromnym zainteresowaniem. Wciąga i odrzuca. Boli i zastanawia.

Bez modlitwy, bez ziemiaństwa

Już po tekście zasadniczej narracji piszesz: „Dlaczego jednak w powieści, którą teraz prezentuję Czytelnikom, nagle uciekam w czasy zakończenia tej już odległej od naszej współcześności II wojny światowej? Po prostu dlatego, że te straszne dni – kiedy uciekali Niemcy, nie weszli jeszcze Sowieci, nie obowiązywało żadne prawo – są jak czarna dziura w kosmosie, gdzie nie znajdują zastosowania znane nam prawa fizyki.

W tej czarnej dziurze Historii skłębia się w śmiertelnym uścisku świadomość polska, niemiecka, rosyjska, żydowska, nawet amerykańska. Co z tego wynika? Tylko te same otchłanne pytania, na które nauka nie znajduje odpowiedzi i zapewne nie znajdzie nigdy. Te wielkie i fascynujące kwestie, przed poruszaniem których wzbrania się nawet sam wielki Immanuel Kant i jego filozoficzni następcy”.

Więc powołujesz się na Kanta i niejako zasłaniasz nim swoją bezradność wobec najtrudniejszych otchłannych, filozoficznych, egzystencjalnych pytań, które jednak odważnie stawiasz sam sobie i swoim czytelnikom, świadomie się z nimi konfrontujesz. A z tych pytań w Twojej książce najtrudniejsze dotyczą Polski. Starasz się rozwikłać „zagadkę dziejową Polski”, w szczególności w dziedzinie jej relacji z dwoma najbliższymi i największymi sąsiadami: Rosją i Niemcami.

W dziele pod takim właśnie tytułem, „Zagadka dziejowa Polski” (wydanym w 1938 roku), mój stryj, Jerzy Braun, twierdził, że zagadkę tę można próbować otworzyć tylko kluczem chrześcijaństwa. A Ty podejmujesz próbę zrozumienia i opisania tego, co stało się w Polsce, z Polską w latach 1944, 1945 i następnych, właśnie bez chrześcijaństwa.Twój główny bohater jest ewangelikiem, a nie po prostu i zwyczajnie, jak to w Polsce, katolikiem, choćby nieudanym, grzesznym, słabym.

Ale przecież usłyszeliśmy kiedyś obaj, i usłyszały miliony Polaków – już, ile to? już ćwierć wieku temu – wskazówkę, jak zmierzać do rozwikłania zagadki dziejowej Polski. „Nie można bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski” – brzmią wciąż słowa Jana Pawła II wypowiedziane z proroczą wiedzą 2 czerwca 1979 r.

I do dziś brzmią mi w uszach słowa pieśni śpiewanej przez partyzantów, w moim rodzinnym domu w Górach Świętokrzyskich w czasie wojny – bywał u nas i „Ponury”, którego wprowadzasz na karty swej powieści – „O Panie, który jesteś w niebie, wyciągnij sprawiedliwą dłoń…” Oni się modlili całymi oddziałami i na pewno modlili się, każdy w swoim sercu, przed bitwą, przed atakiem, przed śmiercią.

U Ciebie nie ma ich modlitwy. Nie ma zastępu świętych patronów, których opieki wzywali. Nie ma Matki Bożej, u której szukali obrony – idąc raz wojennym lasem, natrafiłem na wystruganą nożykiem w korze sosny małą płaskorzeźbę Matki Bożej z Jezusem na ręku, zarys Matki Bolmińskiej czy też Matki Częstochowskiej, i pod spodem wydłubany napis: „Matko, daj przeżyć!”. To musiał być nożyk partyzanta.

Wczytując się w Twoją znakomitą prozę, nie znalazłem i drugiego, ważnego, polskiego i historycznego odniesienia: ziemiaństwa. A przecież polscy partyzanci w czasie II wojny światowej, choć tułali się po wsiach, chłopskich chałupach, borach, lasach, to przecież znajdowali oparcie w dworach, które także często nawiedzali. Akcja „Tarcza” – program dobrowolnego opodatkowywania się ziemian na rzecz AK, w naturze i gotówce – była podstawowym źródłem ekonomicznego zabezpieczenia bytu podziemnej armii.

Oczywiście, pomoc rządu rezydującego w Londynie, była także ważna, ale ona niełatwo docierała do rozproszonych w terenie oddziałów partyzanckich. Armia Krajowa była nie tylko atakowana przez napierającą od wschodu Armię Czerwoną, nie tylko była tropiona przez nasycające Polskę wojska sowieckie i ich komunistyczne agendy, ale także, w wyniku likwidacji wielkich gospodarstw rolnych, traciła zabezpieczenie materialne. „Reforma rolna” była aktem politycznym, społecznym i gospodarczym. Obok innych skutków – usuwała grunt spod niepodległościowego podziemia. O tym jej aspekcie łatwo zapomina wielu historyków. Nie ma go i w Twojej powieści.

Jej głównym bohaterem jest polski dowódca partyzancki, Adolf Pilch, o konspiracyjnym pseudo, najpierw „Góra”, a potem (znaczące to) „Dolina”. Z magmy historii i kłębowiska postaci historycznych i fikcyjnych stopniowo wyłaniają się i dołączają do niego na pierwszym planie: Rosjanin, kapitan Konstanty Andriejewicz Kaługin, Amerykanin, plutonowy James D. Christy, na koniec Żyd, Tewje Bielski. Każdy z nich ma wojenne losy poplątane, pełne zakrętów. Każdy staje się na chwilę bohaterem jakby osobnego opowiadania biograficznego, otrzymuje wyrazisty, faktograficzny, a zarazem literacki portret. A cała akcja rozgrywa się ciągle w drodze, w pochodach, przeprawach, okrążeniach, ucieczkach.

Kesony zanurzone w głębi prozy

Twoja powieść należy do gatunku historical fiction, w którym historia jest materią i fundamentem, metodą pisarską jest zanurzanie postaci literackich (fikcyjnych) w historyczne wydarzenia i procesy, a celem budowanie porządku moralnego i aksjologicznego w duszy czytelnika.

Mistrzem tego gatunku był, oczywiście, Henryk Sienkiewicz. Ostatnim zaś wielkim Józef Mackiewicz. Z nim właśnie łączy Cię zarówno wytyczanie narracji szlakiem prawdziwych wypadków, jak i nasycanie jej polityką i historiozofią. Z Mackiewiczem łączy Cię także warsztat: prawie cały Twój tekst pisany jest dialogami bohaterów – subtelnie zróżnicowanymi poprzez bohaterów tych kulturę, język, pochodzenie, wykształcenie, wiedzę, światopogląd, doświadczenie życiowe. Tak – od czasów Józefa Mackiewicza takiego pisarstwa jak Twoje w Polsce nie było.

Bogata jest Twoja proza. Jej nicią Ariadny jest przygodowa opowieść wojenna. Nanizane są na nią dialogi historiozoficzne, jak ten pomiędzy enkawudzistą i polskim oficerem: „– Chcę poznać przyczynę waszej polskiej nienawiści. – To nie jest nienawiść, to jest męka”. Są sceny batalistyczne, kreślone z rozmachem i znawstwem broni, terenu, psychologii żołnierzy. Są realistyczne opisy wypadków historycznych i rozprawianie się z historycznymi kłamstwami, jak z tym o osadzaniu czerwonego sztandaru przez czerwonoarmistów na gruzach Berlina. Są drobiazgowe obrazki obyczajowe.

Są refleksje. Mówi Amerykanin, lotnik z zestrzelonego nad Polską samolotu, o Polakach: „Nieszczęśników nikt nie lubi i nie szanuje”; i jeszcze dodaje: „Tak to się u nas gada o Polakach. Ciemni, fanatyczni katolicy, podlegli Rzymowi. Antysemici. Odważni, ale durni. Wasz Pułaski, który jest u nas bohaterem narodowym i ma pomnik w Waszyngtonie, zginął, usiłując podczas rewolucji zdobyć obsadzoną przez Anglików twierdzę przy pomocy kawalerii. »Stupid Polacks«, tak to się mówi”.

Na koniec następuje dramatyczna, przejmująca finałowa scena: bohater, polski oficer, odmawia wejścia na pokład samolotu przysłanego z Anglii do wciąż okupowanej przez Niemców części kraju. Samolot gotowy jest do odlotu z polowego lądowiska. Bohater jednak zostaje, wybierając honor i solidarność z towarzyszami walki, Rosjaninem i Żydem, których nie chce zabrać ani polski zwierzchnik, ani aliancki sojusznik. Zostaje na polskiej ziemi. Wkrótce stanie się Żołnierzem Wyklętym.

Dwa główne tematy są jakby kesonami zanurzonymi w głębiny tej prozy: stosunki polsko-rosyjskie i stosunki polsko-żydowskie. Oba przedstawiane są w perspektywie historycznej, drążone głęboko. Rozumiesz i ukazujesz ich skomplikowanie i tragizm. Umiejętnie nakierowujesz uwagę czytelników na te właśnie dwa fundamentalne problemy. Życzę Twoim czytelnikom, aby je rozpoznali i rozważali je wraz z Tobą.

Napisałeś cały tekst żywą, giętką, dosadną polszczyzną, przy czym trzeba Ci zapisać na wielki plus, że stronisz od modnych brutalizmów. Znakomite są Twoje liczne sceny batalistyczne.

Blask zmartwychwstania?

Pojawiają się też niejasne sny i przejmujące wizje: „Wtedy gdzieś na granicy światła i ciemności Pilch dostrzegł nową postać. Przybysz przeszedł obok wieśniaków z obawą rozprawiających o nieuchronnie zbliżających się nowych dniach, ale ci jakoś go nie zauważyli, nie zareagowali. Porucznika przeniknął dreszcz: przecież to »Morwa«, który poległ przed kilkoma godzinami; sam oblewał benzyną i podpalał jego wykrwawione ciało we wraku bezużytecznego już samochodu. Przecież ty nie masz prawa żyć, »Morwa«! Oficer z daleka pomachał mu dłonią, ale nie ominął dogasającego ogniska, wszedł w żar, rozpalone do czerwoności głownie pryskały mu spod butów, rozpięty kożuszek odsłaniał przepisowy mundur, świetlisty uśmiech nie schodził mu z twarzy. – »Morwa«, ty nie masz prawa…! – krzyknął. Tamten tylko pomachał mu mocniej, jakby serdeczniej i – piękny niczym młody bóg – przeszedł bez słowa tuż obok. Ciągnęła się za nim smuga blasku rozświetlająca ciepłą poświatą ciemność zimowej nocy”.

Czyżby to był blask zmartwychwstania?

Kazimierz Braun, „Plus Minus”, 14 sierpnia 2015 roku (http://www4.rp.pl/Plus-Minus/308149990-Nozyk-partyzanta.html)

Aby zobaczyć pozostałe recenzje kliknij tutaj.

Recenzje

Na razie brak recenzji produktów.

Bądź pierwszym recenzentem “Jerzy Surdykowski „Pójdę pluć na wasze trumny””

Góra